Wstawiam Nialla ;)
____________
JENNY’ S P.O.V.
Wraz z Kelsey szybko biegłyśmy przez zatłoczone ulice
Londynu, kurczowo trzymając się za ręce. Ściemniało się już, a w dzielnicy,
gdzie mieszkamy, wieczorem bywa niebezpiecznie. Lepiej wtedy siedzieć cicho w
domu, jeśli w ogóle owy dom się posiada. Wiedziałam, że nie zdążymy, ale nadal
dodawałam siostrze nadziei, że nic nam się nie stanie. Rodzina Dawson była na
liście zagrożonych, prowadzonej przez tutejszych zbirów. Matka miała długi,
które oczywiście zaciągnęła u innych pijaków, którzy chcą odzyskać swoją kasę.
Chyba już przepili cały zasiłek i potrzebują pieniędzy. Ale my nie mamy z czego
oddać. Chodzimy niedożywione, brudne, zaniedbane, więc gdzie widać tutaj
bogactwo i przepych?!
Biegnąc, myślałam o tym
chłopaku. Mogłabym oddać wszystko, by znaleźć się w jego ramionach. Chciałabym,
żeby gładził moje włosy, raz po raz wycierając łzy. Chciałabym po prostu, żeby
przy mnie był. Sama nie wiem dlaczego. Może to przez jego oczy, dające tyle
ciepła i schronienia od szarej codzienności? Albo uśmiech, który ukoiłby każdą
ranę znajdującą się nawet na dnie serca? Nie wiem, nie mam pojęcia. Po prostu
wiem, że mogłabym mu zaufać. Wiem też, że moglibyśmy nawet spaść razem w
otchłań, a on otulałby mnie ramionami, nie dając mi uderzyć o kamień na dnie
dołu.
Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy na mnie i Kelsey zatrąbił
duży samochód. Chyba przeszłyśmy na czerwonym świetle. Szybko przeprosiłam go,
gestykulując i pobiegłyśmy dalej. Kiedy dotarłam na miejsce, wiedziałam, że nie
ma szans, by wejść do „ domu”.
Cała ulica Prince Street była zatłoczona ludźmi, którym
alkohol już uderzył do głowy i mężczyznami, którzy nie byli przyjemni. Chciałam
z Kelsey przejść niezauważona, lecz nadaremno. W naszą stronę zaczęto rzucać
wyzwiskami, obrażającymi nie tylko nas, ale i naszą matkę. Podszedł do nas
jakiś umięśniony „pan”, w którego oczach tchnęła taka nienawiść... mogłaby ona
pozabijać. I chyba taki był jego zamiar. Kiedy podniósł rękę, usłyszałam tylko
pisk Kelsey, gdyż szybko zamknęłam oczy, żeby po prostu nie czuć bólu. Ale… nic
mnie nie zabolało. Nic nie poczułam. Otworzyłam szybko oczy i zobaczyłam go. Trzymał mężczyznę za bluzkę,
przyciskając do ściany i raz po raz okładając mu pięściami twarz. Później
upuścił go na ziemię, łapiąc mnie i Kelsey za ręce. Zaprowadził nas do szarego Lande
Rovera i ruszyliśmy. Tylko gdzie on nas wiezie?





